Mother and daughter hugging on a couch in a warmly lit living room

“Zbrodnia mojej córki “

Ten weekend miał być dla Małgorzaty zwyczajny, nudny. Takie dni lubiła najbardziej, mogła wtedy chodzić w piżamie z poczochranymi włosami, bez stanika, nigdzie się nie spiesząc. Ostatnimi czasy czuła się już mocno zmęczona. Praca, dzieci, studia, dom, mąż. Było czym się zmęczyć. Dużo na siebie brała. Wtedy czuła, że żyje. Tak lubiła gdy coś się wokół niej działo. A może po prostu czuła potrzebę ciągłego udowadniania sobie i innym, że jest coś warta i zasługuje na miłość? Może mimo tego, że dorosła deficyt miłości i uwagi z dzieciństwa ciągle wracał do niej jak bumerang. Odpoczywała dopiero wtedy gdy już na prawdę nie dała rady ogarniać tego wszystkiego co wzięła na siebie po drodze. Tylko  gdzie w tym wszystkim czas dla rodziny, dzieci? I słusznie. Nie było go za wiele. Ale przecież miała tyle zajęć. Uczyła się i zarabiała żeby dzieciom niczego nie zabrakło. Bardzo kochała swoje dzieci, chodź często wyrzucała sobie, że nie jest wystarczająco dobrą matką. Była zawsze gdy jej potrzebowały. Czuwała w czasie choroby. Bywała na zebraniach. Uczyła co dobre a co złe. Pomagała w lekcjach. Gotowała. Ale nie potrafiła się bawić, jej wewnętrzne dziecko już w dzieciństwie zostało w brutalny sposób pozbawione radości, dziecinności, niewinności, spontanicznosci. Jako dorosłe dziecko alkocholika z rodziny dysfunkcyjnej musiała zająć się sama sobą. Szybko dorosnąć. Nie okazywać uczuć. Nauczyć się tłumić swoje potrzeby. Nie czuć potrzeby bliskości. Nie chciała by dzieci miały pod górkę w dorosłości jak ona. Chciała by jej dzieci weszły w dorosłe życie pełne wiary we własne możliwości. Nie była matką, która potrafiła spędzać czas na budowaniu klocków czy zabawie samochodzikami. Ale była ciągle przy nich najlepiej jak potrafiła. Dzieci było troje. Dwie dziewczynki i chłopiec. Dwoje starszych dzieci było z poprzedniego małżeństwa Małgorzaty, które było od początku skazane na niepowodzenie. Ten toksyczny związek trwał 9 lat. Były to długie lata, okupione , poczuciem żalu, poczuciem winy, lękiem co przyniesie jutro. Na szczęście w życiu Małgorzaty pojawił się szybko po rozwodzie  ktoś kto ukoił zbolałe serce i duszę kobiety. Ktoś przy kim czuła się szczęśliwa i kochana. Jej obecny mąż Tomasz.Najstarsza z rodzeństwa była Sophie, podpora Małgorzaty. To w niej miała oparcie i realną pomoc. Dziewczyna była typową artystyczną duszą, wrażliwą, stonowaną, cichą, ciut nieśmiałą. Przeżywającą wszystko podwójnie. Małgorzata się bardzo o nie martwiła. Wiedziała, że Sophie jest rozsądną i mądrą dziewczyną ale ta wrażliwość nie dawała Małgorzacie spokoju. Bardzo bała się, że ktoś może ją skrzywdzić. Zranić. Zrobić jej krzywdę. Sama doświadczyła w życiu wielu rozczarowań, zranień. Nie tylko od obcych ale i od osób bliskich. Tak bardzo chciała móc ochronić swoją Sophie przed całym światem. Martwiła się, że córka chodź piękna i utalentowana plastycznie ma tak mało wiary w siebie. Niskie poczucie własnej wartości, które okupione było bardzo słabą relacje z ojcem, który porównywał ją do matki. Wyrzuty sumienia targały Małgorzatą, że pomimo swojego młodego wieku, jej córka musiała przejść tak wiele. Patrzeć na kłótnie rodziców, chłonąć napiętą domową atmosferę, ocierać mamine łzy. Później rozwód. I wszystko co temu sprzyja. Odcisnęło to na Sophie piętno.


Leave a Reply

Discover more from czując cisze...

Subscribe now to keep reading and get access to the full archive.

Continue reading