Strój naszej lodowej królowej wskazywał dziś na nieobecność Bossa w pracy. Zastanawiacie się, o co chodzi z tym strojem. A mianowicie, gdy na tapetę wjeżdżały krótkie skórzane spodenki obciskające tu i ówdzie, podkreślające jędrny, pomimo upływu czasu, poślad oraz rytmicznie stukająca o płytkę cieniutka jak trąbka komara szpilka, oznaczać mogło to tylko jedno. On jest i spogląda, może z zachwytem, może z pogardą, może z szyderą, kto wie, co chodzi po mądrej, lekko łysiejącej głowie bossa, tego nie wie nikt. Ma oczy, więc widzi. Puszcza nimi na prawo i lewo, od czasu do czasu zawieszając ten wzrok na obcisłej czarnej rajstopie okalającej jej łydkę, a raczej na tej dziurce, co ma się za chwilę zrobić, bo na nieskazitelnym wyglądzie wypatrzył ryskę, tę jedną ledwo widoczną, ale wypatrzył, zaciągniętą, sterczącą brzydko, niczym igłę w stogu siana. Nikt inny by tego zapewne nie zauważył. Ale on, bystre sokole oko, widzi wszystko i wszystko również wie. Urodzony z niego strateg. Myśli, analizuje, pełen powagi i profesjonalizmu w tym, co robi. Bo przecież nawet bujając się na skórzanym fotelu, można zachować powagę oraz wykazać się gracją i sprytem. …Ale wróćmy do meritum problemu. I co tu począć, powiedzieć? Czy to wypada? No, nie wypada. Milczeć? No, ale jak tu milczeć, gdy ta jedna wystająca niteczka może zrujnować ten nieskazitelny, niczym nie nadszarpnięty wizerunek. Sytuacja jest dosyć poważna. Jak powie, może urazić, obrazić, wykazać się nietaktem. A tego przecież byśmy nie chcieli. Jak myślisz, co zrobi Boss? Podejmie ryzyko, czy może będzie miał tajemnicę, sam ze sobą, dla dobra sprawy? No i nie zamierzał się powstrzymywać. Nie będzie miał skrupułów przed jakimś tam babsztylem, choć to nie był zwykły babsztyl. Tylko babsztyl na cienkiej szpilce w krótkiej spódnicy, pląsający po gabinecie bossa, niczym łania po zielonej, kwiecistej łące. W tej swojej welurowej czerwieni, rzucająca wymowne spojrzenia w jego kierunku oraz wykonująca gest końskiej grzywy co najmniej co trzy-cztery minuty. Lodowa królowa to babsztyl, znany ze skuteczności oraz bezwzględności w działaniu. Nie znosząca sprzeciwu. Postanowił powiedzieć jej o swoich odkryciach względem jej ubioru, dokładniej rzecz biorąc, ta wystająca nitka, zaciągnięta rajstopa na łydce, nie dawała mu spokoju. Czuł, że jeśli zaraz czegoś z tym nie zrobi, nie wyniknie z tego nic dobrego. Dlaczego miałby nie powiedzieć? On, szef wszystkich szefów, ma możliwości, ma tę decyzyjność i odwagę, ma też nieprzeciętną. Ale oczywiście oznajmił dla dobra sprawy, nie to, żeby mu ten defekt jakoś specjalnie przeszkadzał, bo w końcu wzrok można skupić również na czymś innym, nie tylko na tej wystającej niteczce na łydce lodowej królowej, a mianowicie obcisłej, czerwonej welurowej bluzeczce, odkrywającej to i owo. Dekolt głęboki niczym zmarszczka mimiczna wokół ust tejże princeski. Ale kto by tam patrzył na zmarszczkę w obliczu takiego bufetu. Zaczął delikatnie, ale stanowczo: – Podejdź tu do mnie, coś ci powiem… odparł w kierunku naszej królowej, na co zareagowała nazbyt energicznie, podbiegając do niego na tej swojej szpilce, drobnąc przy tym kroki jak koreańska gejsza, a tylko i wyłącznie po to, by zachować równowagę i nadać sytuacji poważniejszy wydźwięk. Kostki lekko podpuchnięte, pięta oklejona żelowym plastrem. Tylko ona wiedziała, ile kosztuje ją ten nienaganny wygląd. Ale czego nie robi się dla splendoru. Dla poklasku. Tak się składa, że ona doskonale wiedziała, że jest jedyną taką gwiazdą w całej firmie. Reszta kobiet przy niej nikła w oczach. Gdy pojawiały się w zasięgu wzroku naszej princeski, rzucała im pogardliwe spojrzenie, były wiedziały, z kim mają do czynienia. Otoczenie bossa i jego uwaga były już zarezerwowane, były tylko dla niej. Niechby ktoś zachwiał te mozolnie i starannie wypracowaną u boku bossa pozycją, spotkałby się z taką falą bezwzględnego hejtu, że mało byłoby mu miejsca w lubelskim garnizonie. Była samolubna, nie znosiła się dzielić. Broniła swojego terytorium. Ale wróćmy do rozmowy. Boss, bezpośredni, ale to tylko jedna z wielu zalet, jakie posiadał. Postanowił jasno i stanowczo oznajmić jej, co się wydarzyło na tej wyrzeźbionej, niczym figura woskowa łydze. Ale gdy już zaczął przemawiać, do gabinetu wszedł pospiesznym krokiem Viktor.
Ciąg dalszy nastąpi 🫣


Leave a Reply